sobota, 21 marca 2015

Rozdział 3

ROZDZIAŁ W NARRACJI PIERSZOOSOBOWEJ

Caroline Black: 

-Wstawaj! -wyniosły ton zabrzmiał mi tuż przy uchu.
-Spadaj, jak Black śpi nie przeszkadza się jej -wymruczałam.
-Wstawaj, nie mam czasu na twoje idiotyczne gierki. W tym momencie jesteś ostatnią osobą z którą mam ochotę się kłócić, więc rusz tą swoją grubą dupę z mojego łóżka, bo cię wypierniczę przez balkon -ach ten Miki, całe życie niecierpliwy.
-Już idę. Jak tam ranek Panie "jestem zajebiście bogaty, więc masz się mnie słuchać"?
-Spierdalaj, nie chcę mi się Ciebie słuchać.
-Co ty dzisiaj taki drażliwy?
-Szykuj się już, wylatujemy za dziewięćdziesiąt minut -że co?!
-I dopiero teraz mi mówisz?!
-Tak, a teraz zamknij się już. Za godzinę przy drzwiach.
A tego co znowu wzięło? Nie umiem za nim nadążyć. Raz mówi, że ten wyjazdjest NASZ, a teraz zachowuje się jak... totalny półgłówek.
***
Jasnowłosa stewardessa płaszczyła się przed moim mężczyzną. On oczywiście nic nie zrobi! Bo to przecież wielki plus! Jego ego jest coraz większe! Za niedługo to nie broń wymyślona przez niego będzie najbardziej niebezpieczna tylko jego ego! Dobrze, że już tylko dwie godziny! Mam nadzieję, że późnej zabierze mnie do jakiegoś centrum! Muszę kupić ciuszki! Black! Przez tą blondynę gadasz jak idiotka! Boże... nie mogę przebywać z takimi osobami w jednym pomieszczeniu! Przez nie mózg mi się kurczy! Muszę pogadać z kimś mądrym!

to: Juśtyś :*
from: Me
contents: Ratuj! Wszędzie bezmózgi!

to: Me
from: Juśtyś :*
contents: Jestem na wykładach :/ pogadamy za półgodziny?

to: Juśtyś :*
from: Me
contents: A nie możesz się zerwać?

to: Me
from: Juśtyś
contents: Dla Ciebie wszystko MŁODA  :))

Szybko "wklikałam" co mi leży na żołądku, a Justyś (jak zawsze) pocieszyła mnie i poprawiła mi humor. Taka przyjaciółka to skarb.
***
 Cały :D
Siedzimy w samochodzie od dwudziestu minut. Co się z nim dzieje?! Zachowuje się jak jakiś walony mięczak! Jeszcze trzy lata temu nawet bym go tak nie nazwała, a teraz?! Zmienił się. Czy to brak mnie go zmienił? A może... może kogoś miał... nie, nie, nie... Justyna by mi powiedziała! Na niej mogę polegać! Sama się zakochała, więc wie jak jest! Nie pozwoliła by mi żyć w niepewności! Hazel z resztą też! Wierzę im w każde słowo! To są prawdzie przyjaciółki! I nie pokłócimy się! Tak! Nigdy!
-Idziesz? -z tych idiotycznych przemyśleń wyrwał mnie głos Michaela.
-Jasne, a gdzie tak wgl. jesteśmy?
-Wrocławski uniwerek, a teraz nie zadawaj pytań. Idź do sali wykładowej nr. 27 i usiądź i poczekaj i tam na mnie. Rozumiesz?
-Rozumiem.

Michael Suffering:
Caroline wyszła i podążyła za moimi wskazówkami. Szybko "ogarnąłem" godzinę, a później zmieniłem marynarkę na skórzaną kurtkę. Potargałem włosy, schowałem pistolet za pasek spodni, noże przymocowałem specjalnymi paskami do prawej nogi, na palec serdeczny w lewej ręce wsunąłem srebrny pierścień, prawy nadgarstek "ozdobiłem" "zwyczajnym" zegarkiem i wyszedłem z samochodu. Ruszyłem do tego co najważniejsze w moim życiu, ruszyłem do mojego świata.
***
Ewelina Smith:
Od dziewiątej jestem na uczelni, dochodzi trzynasta, a ja jeszcze nic nie jadłam. Em siedzi obok mnie. Ona nigdy nie śpi, nie jest głodna, taki mały wulkan energii. Jej skórzana kurtka z ćwiekami, jasne włosy, blada cera, stalowe oczy, wysokie szpilki i czarne spodnie przyciągają facetów, właśnie gada z jakimś brunetem. Zgaduję, że jego gadka nie jest inteligenta, bo jej mina jest znudzona, a mimo to wygląda lepiej niż wszystkie dziewczyny w tej sali. Kiedyś jakby ktoś mi powiedział, że tak będzie wyglądało moje życie nie uwierzyłabym mu. Jesteśmy bogate, piękne, przeskoczyłyśmy kilka lat nauki, wyglądamy na naprawdę szczęśliwe. Ale to my przeszłyśmy tragedię, a nawet kilka, rocznica jednej z nich jest dziś... nie chcę o tym pamiętać, Emi podobnie... jednak to nasze brzemię, nie wyrzekniemy się przeszłości... bo to właśnie Ona ukształtowała nas i nasze charaktery...

Emilia Martin: 
Patrzyłam na salę, wykładowca zanudzał, a ten przede mną? Jeszcze gorszy! Nie wiem o czym mówi... chyba jara się tym, że okiwał kilka osób... ten naród jest taki prymitywny... wszędzie piłka nożna i polityka... kit z tym, że siatkarze są mistrzami świata, kit z tym, że Radwańska nie ma za co trenować, kolarze zabierają latami na nowe rowery, a piłkarze ręczni mają wypłaty trzy razy mniejsze niż Lewandowski... nie rozumiem tego państwa, ale to tu jest mój dom i na razie nie chcę tego zmieniać.
-Panno Martin! Może obrócić się pani twarzą do mnie? -zapytał ten stary, nudy pryk.
-Oczywiście Henryku! Co tam u Jadzi? Już nie opłakuje kota? -mój ton był przesłodzony.
-Bardzo śmieszne Emilio, a wracając do tematu...
Odwróciłam się przodem do wykładowcy, z torby wyciągnęłam szkicownik, jeździłam moim ukochanym ołówkiem po kartce, już było widać pierwsze zarysy domu z ogrodem, powoli rysowałam kwiatki, drzewa, liście i trawę, następnie dopracowałam okna, balkon, dachówki i drzwi, wzięłam do ręki ołówek H i rysowałam lekko krawędzi cegieł. Spokojnie dopracowywałam rysunek. A nagle usłyszałam krzyk Eweliny. Zanim podniosłam wzrok krzyknęłam "Co jest kurwa?!". 
"Michael!" teraz to ja krzyknęłam, a z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Po chwili razem z Ewką wisiałyśmy mu się na szyi, przytulając kurczowo. On szeptał tylko jedno zdanie "Już jestem, tęskniłem, przepraszam... wybaczcie... kocham was". Nie obchodziło mnie, że wszyscy z sali się gapią, a jakaś brunetka zabija nas wzrokiem. 



No więc miało być coś innego, ale miałam mały problem z napisaniem tamtego. Na rozdział "horrorowaty" musicie jeszcze poczekać troszkę :) 
Pozderki robaczki :* i komentować 
Ps. możecie napisać mi w kom w której narracji wolicie- pierwszoosobowej czy trzecioosobowej. ;D

1 komentarz: