piątek, 27 marca 2015

Rozdział 4

Znowu narracja pierwszoosobowa :)
Kojarzycie, że te imiona na czerwono to linki do wyglądu bohaterów? *Poprzedni rozdział i dzisiaj jeszcze reszta*
Ewelina Smith:
-Idziemy na drinka? -zapytała Emily przesłodzonym głosem.
-Hahaha! Bo ja wam pozwolę! To że nie widzieliśmy się cztery lata nie znaczy, że złagodniałem!
-Szkoda! Miałyśmy taką nadzieję, co nie Emiś?
-Ew! Nie zdradza się takich tajemnic! Ale ja na serio z tym drinkiem! Proszę! Pójdź z nami! Choć raz! Później możemy udawać, że to się nie stało! Co o tym sądzisz Ewczi?
-Świetny pomysł! To jak Michu?
-Nie ma mowy! Nie macie nawet pełnoletności! Emi ci zostało siedem miesięcy, a Ewi jedenaście! Nie zapominajcie, że jestem waszym prawnym opiekunem! -taa... wiecznie odpowiedzialny Misiek.
-No weź! Wiesz ile imprez już za nami? Ile razy skończył nam się film, ile razy obu..
-Nie kończ! -no i nie udało mi się go podpuścić! Teraz kolej Emi... jej się uda na 100%, zawsze była w takich sprawach o krok wyżej!
-Michu... wiesz... dzisiaj jest rocznica... ja muszę o tym zapomnieć... ten obraz... to jest straszne... proszę... Michael... -i jeszcze się rozpłakała! Coś czuję, że kiedyś będzie dziewczyną Bonda! Jest świetną aktorką!
-Okay... ale tylko po jednym i ani słowa opiekunom!
-Dziękujemy! Jesteś najlepszy Michu! -mówiąc to rzuciłyśmy mu się na szyję po raz piąty tego dnia.
-Ejj... jakaś dziewczyna na nas patrzy... -ściszony głos Em zwrócił moją uwagę na brunetkę w niebieskiej zwiewnej sukience i czarnym sweterku.
-Ooo! Zapomniałbym! Caroline chodź tutaj! Dziewczyny poznajcie Car, Care to Emilia i Ewelina, jestem ich prawnym opiekunem. '
-Miło poznać- powiedziała zmieszana ta cała Car. Em, jak to Em przytuliła ją szepcząc coś do ucha, zgaduję, że było to coś przerażającego bo dziewczyna zrobiła wielkie oczy, ja za to rzuciłam w jej stronę nie pewny wzrok, kiwając delikatnie głową. Emilia posłała mi porozumiewawcze spojrzenie i chytry uśmieszek.
-Caroline idziesz z nami do klubu? Pan wielce poważny się zgodził na jednego drinka! -Ems... Ona ma w tym jakiś plan, nie wiem jaki, ale wiem, że jej w tym pomogę! Jesteśmy jak siostry i musimy sobie pomagać!
-Naprawdę Mike? Pozwoliłeś? -dopytywała niebieskooka brunetka.
-Pozwoliłem, a wy- tu wskazał na mnie i Emi- lepiej uważajcie bo jeszcze zamknę was w domu na cztery spusty.
-Okay... hym... to było dziwne...
-Co się dziwisz Ew? Michu ogólnie jest dziwny!
***
-Idę zapalić, Car idziesz ze mną?
-Jasne Miki, tylko wezmę sweterek -boże jak ta kobieta mnie denerwuje! Jest taka "niewinna" i "słodka", ja bym na miejscu Michaela już dawno kopnęła ją w dupę. Emi posłała mi spojrzenie "Idź z nimi, muszę zostać trochę sama"... okay... nie wnikam... Emily jest dziwna i tego nie zmienię. Kiedy Misiek i Caroline wstawali zabrałam swoją jasno różową kurteczkę i żwawym krokiem wyszłam z nimi.
-Nie sądzisz, że to zły pomysł zostawić Emisia samego? -zagadnął czarnowłosy.
-Co ty! Nie pierwszy raz jesteśmy w klubie! Nic jej się nie stanie, a nawet jakby ktoś miał zamiar jej cokolwiek zrobić skopałaby mu dupę. Nie zapominaj, że to ty uczyłeś nas samoobrony!
-Nauczyłeś je samoobrony?! Mi nic nawet pokazać nie chciałeś! -oburzyła się ta lalunia.
-Zamknij.Się.Nie.Przerywaj.Mi,Kiedy.Rozmawiam.- wycedził przez zęby, wkurzo... nie to za mało powiedziane. Wycedził przez zęby wkurwiony Michael. O takkkkk! Teraz idealnie!
Podeszłam powoli do mojego opiekuna, przytuliłam go powoli i szepnęłam: "Też, mam jej dość, ale musimy wytrzymać". Mój tato-brat wybuchł śmiechem i zamknął mnie w "misiu". Gdy oderwaliśmy się od siebie i spojrzałam na brunetkę musiała, po prostu musiała to powiedzieć: "Zamknij tą buzie, muchy Ci wlecą!" Wróciliśmy do klubu, a w czasie w którym nas nie było kelnerka przyniosła drinki. Wzięłam z Emi po łyku i poszłyśmy potańczyć.
***
Obudziłam się z strasznym bólem głowy, zwlokłam się z łóżka, zachwiałam się na nogach i zmuszona by się nie wywrócić otworzyłam oczy. Ja pierdole gdzie ja jestem? I czemu obok mojej nogi jest wąż?! Podniosłam go powoli i na palcach przemierzałam apartament, gdy otworzyłam trzecie już dzisiaj drzwi zauważyłam śpiąca na podłodze Caroline. Położyłam jej mojego przyjaciela grzechotnika. Poczłapałam dalej próbując nie nadepnąć na szkło, widelce, ubrania, a nawet pieniądze. Weszłam do kuchni, lodówka była przewrócona, a w niej smacznie spał sobie Michu. Nabrała zimnej wody do szklanki która leżała na blacie, wylałam ją na niego i uciekłam, usłyszałam już tylko krzyk: "Kurwa!". Przeszłam przez kolejny długi korytarz, otworzyłam któreś tam drzwi i weszłam do (jak się okazało) łazienki. Teraz to z mojego gardła wypłynął krzyk: "Aaaaa! Pierwotny wampir cały goły w wannie! O boże!". "Kol" szybko otworzył oczy i kulając ledwo wyszedł z wanny, podparł się o umywalkę, obrócił głowę w moją stronę i uśmiechnął się zalotnie. W tym samym momencie do łazienki wbiła piękna brunetka, walnęła mężczyznę w głowę gazetą, ten od razu porwał ją w swoje objęcia i złożył na ustach soczystego buziaka.
-Wiecie, nie chcę wam przeszkadzać, ale kim wy do jasnej cholery jesteście?! -wydarłam się pretensjonalnym głosem.
-Słysząc twój krzyk wiesz, że jestem Nathaniel. To jest moja żona Justyna, piękna co nie?
-Jas...
-Aaaaaa!!! Co za popierdoleniec dał mi na głowę węża?!!! Auaaaaa! Moja głowa! -hahhaa.... Caroline! Hahaha!
-To twoja sprawka? Dobra jesteś młoda! -entuzjastyczny głos Nata, wymieszany z śmiechem Justyny rozbrzmiał w łazience. Ja tylko uśmiechnęłam się zadziornie po czym poczłapałam do salonu, gdzie siedziała roztrzęsiona Caroline i śmiejący się w niebo głosy Michu, jak tylko weszłam do stołowego Mike zaczął mnie gonić, biegaliśmy jakieś dwie minuty do póki do pokoju nie wszedł Kol i piękna Justyna.
-Stary, co ty tu robisz? -zapytał zdezorientowany Miki.
-Sam wysłałeś po mnie samolot geniuszu! Caroline ogarnij się to był tylko wąż!
-Tylko? To był wielki grzechotnik! Rozumiesz?
-Ja pierdole... Caroline... sorry ale wąż to nie jest powód do darcia się! Nie rozumiem o co Ci chodzi?! To jest MALUTKI, SŁODZIUTKI wąż! Jesteś miękka i tyle! Ja pierdole! Wychodzę! Tylko gdzie do cholery jest Emi? -no tak, jak zawsze wybuchłam! Ale tak mnie jej osoba wkurwia! Boże rzygam nią! Dobrze, że Ems tego nie widzi! Pewnie już by się na nią rzuciła! Ale... z drugiej strony... świat nie musiałby patrzeć na taką mimozę! Boże... tylko gdzie Ona jest?!
-Jaka Em? -przynajmniej Justyna jest inteligentna.
-Ja jestem Ewelina, a Em to Emilka. Naszym prawnym opiekunem jest Michu, wiecie rodzinna tragedia i tak dalej... w każdym razie nie ważne -kurde... nie wiedziałam, że potrafię wspomnieć o tym tak zimno.
-Ej... nie chcę zapeszać, ale NIC nie pamiętam! Kurwa! Ewelina! Co wy nam dosypałyście?! Pierdolę... nigdy więcej alko z małolatami!!!
-Michu! Ja nigdy niczego nikomu nie wsypałam! Nawet nie ćpałam na imprezie! Nigdy! To pewnie Em! Ona ma pociągi do takich rzeczy! Jak ją znajdziemy pewnie dowiemy się wszystkiego! Nie drzyj się nigdy więcej na mnie! Rozumiesz?! A teraz jej szukamy! Raz, dwa!
***
Michael Suffering:
Z moich ust wypłynął wrzask irytacji: "Gdzie do cholery jest Emilia?!". Nigdzie jej nie ma... ja pierdolę! Zgubiłem córko-siostrę! Ja walę, pierdolę, jebię, pieprzę! Gdzie do cholery jest moja słodka Em?!

Znowu krótko, przepraszam! Mam nadzieję, że wam się spodoba :) Zostawiajcie komentarze! Po tym jeszcze jeden rozdział w narracji pierwszoosobowej i wracamy do trójeczki :D
Trzymajcie się robaczki!
Na zawsze Wasz,
Emiś

sobota, 21 marca 2015

Rozdział 3

ROZDZIAŁ W NARRACJI PIERSZOOSOBOWEJ

Caroline Black: 

-Wstawaj! -wyniosły ton zabrzmiał mi tuż przy uchu.
-Spadaj, jak Black śpi nie przeszkadza się jej -wymruczałam.
-Wstawaj, nie mam czasu na twoje idiotyczne gierki. W tym momencie jesteś ostatnią osobą z którą mam ochotę się kłócić, więc rusz tą swoją grubą dupę z mojego łóżka, bo cię wypierniczę przez balkon -ach ten Miki, całe życie niecierpliwy.
-Już idę. Jak tam ranek Panie "jestem zajebiście bogaty, więc masz się mnie słuchać"?
-Spierdalaj, nie chcę mi się Ciebie słuchać.
-Co ty dzisiaj taki drażliwy?
-Szykuj się już, wylatujemy za dziewięćdziesiąt minut -że co?!
-I dopiero teraz mi mówisz?!
-Tak, a teraz zamknij się już. Za godzinę przy drzwiach.
A tego co znowu wzięło? Nie umiem za nim nadążyć. Raz mówi, że ten wyjazdjest NASZ, a teraz zachowuje się jak... totalny półgłówek.
***
Jasnowłosa stewardessa płaszczyła się przed moim mężczyzną. On oczywiście nic nie zrobi! Bo to przecież wielki plus! Jego ego jest coraz większe! Za niedługo to nie broń wymyślona przez niego będzie najbardziej niebezpieczna tylko jego ego! Dobrze, że już tylko dwie godziny! Mam nadzieję, że późnej zabierze mnie do jakiegoś centrum! Muszę kupić ciuszki! Black! Przez tą blondynę gadasz jak idiotka! Boże... nie mogę przebywać z takimi osobami w jednym pomieszczeniu! Przez nie mózg mi się kurczy! Muszę pogadać z kimś mądrym!

to: Juśtyś :*
from: Me
contents: Ratuj! Wszędzie bezmózgi!

to: Me
from: Juśtyś :*
contents: Jestem na wykładach :/ pogadamy za półgodziny?

to: Juśtyś :*
from: Me
contents: A nie możesz się zerwać?

to: Me
from: Juśtyś
contents: Dla Ciebie wszystko MŁODA  :))

Szybko "wklikałam" co mi leży na żołądku, a Justyś (jak zawsze) pocieszyła mnie i poprawiła mi humor. Taka przyjaciółka to skarb.
***
 Cały :D
Siedzimy w samochodzie od dwudziestu minut. Co się z nim dzieje?! Zachowuje się jak jakiś walony mięczak! Jeszcze trzy lata temu nawet bym go tak nie nazwała, a teraz?! Zmienił się. Czy to brak mnie go zmienił? A może... może kogoś miał... nie, nie, nie... Justyna by mi powiedziała! Na niej mogę polegać! Sama się zakochała, więc wie jak jest! Nie pozwoliła by mi żyć w niepewności! Hazel z resztą też! Wierzę im w każde słowo! To są prawdzie przyjaciółki! I nie pokłócimy się! Tak! Nigdy!
-Idziesz? -z tych idiotycznych przemyśleń wyrwał mnie głos Michaela.
-Jasne, a gdzie tak wgl. jesteśmy?
-Wrocławski uniwerek, a teraz nie zadawaj pytań. Idź do sali wykładowej nr. 27 i usiądź i poczekaj i tam na mnie. Rozumiesz?
-Rozumiem.

Michael Suffering:
Caroline wyszła i podążyła za moimi wskazówkami. Szybko "ogarnąłem" godzinę, a później zmieniłem marynarkę na skórzaną kurtkę. Potargałem włosy, schowałem pistolet za pasek spodni, noże przymocowałem specjalnymi paskami do prawej nogi, na palec serdeczny w lewej ręce wsunąłem srebrny pierścień, prawy nadgarstek "ozdobiłem" "zwyczajnym" zegarkiem i wyszedłem z samochodu. Ruszyłem do tego co najważniejsze w moim życiu, ruszyłem do mojego świata.
***
Ewelina Smith:
Od dziewiątej jestem na uczelni, dochodzi trzynasta, a ja jeszcze nic nie jadłam. Em siedzi obok mnie. Ona nigdy nie śpi, nie jest głodna, taki mały wulkan energii. Jej skórzana kurtka z ćwiekami, jasne włosy, blada cera, stalowe oczy, wysokie szpilki i czarne spodnie przyciągają facetów, właśnie gada z jakimś brunetem. Zgaduję, że jego gadka nie jest inteligenta, bo jej mina jest znudzona, a mimo to wygląda lepiej niż wszystkie dziewczyny w tej sali. Kiedyś jakby ktoś mi powiedział, że tak będzie wyglądało moje życie nie uwierzyłabym mu. Jesteśmy bogate, piękne, przeskoczyłyśmy kilka lat nauki, wyglądamy na naprawdę szczęśliwe. Ale to my przeszłyśmy tragedię, a nawet kilka, rocznica jednej z nich jest dziś... nie chcę o tym pamiętać, Emi podobnie... jednak to nasze brzemię, nie wyrzekniemy się przeszłości... bo to właśnie Ona ukształtowała nas i nasze charaktery...

Emilia Martin: 
Patrzyłam na salę, wykładowca zanudzał, a ten przede mną? Jeszcze gorszy! Nie wiem o czym mówi... chyba jara się tym, że okiwał kilka osób... ten naród jest taki prymitywny... wszędzie piłka nożna i polityka... kit z tym, że siatkarze są mistrzami świata, kit z tym, że Radwańska nie ma za co trenować, kolarze zabierają latami na nowe rowery, a piłkarze ręczni mają wypłaty trzy razy mniejsze niż Lewandowski... nie rozumiem tego państwa, ale to tu jest mój dom i na razie nie chcę tego zmieniać.
-Panno Martin! Może obrócić się pani twarzą do mnie? -zapytał ten stary, nudy pryk.
-Oczywiście Henryku! Co tam u Jadzi? Już nie opłakuje kota? -mój ton był przesłodzony.
-Bardzo śmieszne Emilio, a wracając do tematu...
Odwróciłam się przodem do wykładowcy, z torby wyciągnęłam szkicownik, jeździłam moim ukochanym ołówkiem po kartce, już było widać pierwsze zarysy domu z ogrodem, powoli rysowałam kwiatki, drzewa, liście i trawę, następnie dopracowałam okna, balkon, dachówki i drzwi, wzięłam do ręki ołówek H i rysowałam lekko krawędzi cegieł. Spokojnie dopracowywałam rysunek. A nagle usłyszałam krzyk Eweliny. Zanim podniosłam wzrok krzyknęłam "Co jest kurwa?!". 
"Michael!" teraz to ja krzyknęłam, a z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Po chwili razem z Ewką wisiałyśmy mu się na szyi, przytulając kurczowo. On szeptał tylko jedno zdanie "Już jestem, tęskniłem, przepraszam... wybaczcie... kocham was". Nie obchodziło mnie, że wszyscy z sali się gapią, a jakaś brunetka zabija nas wzrokiem. 



No więc miało być coś innego, ale miałam mały problem z napisaniem tamtego. Na rozdział "horrorowaty" musicie jeszcze poczekać troszkę :) 
Pozderki robaczki :* i komentować 
Ps. możecie napisać mi w kom w której narracji wolicie- pierwszoosobowej czy trzecioosobowej. ;D

niedziela, 8 marca 2015

Rozdział 2

-Jesteś pewna?
-Nie, ale chce to zrobić. To tak jak z pierwszym sexem. Wiesz, że będzie boleć, że to nie odwołana decyzja, że możesz tego żałować, ale i tak to zrobisz, podjęłam decyzję i tyle, jakoś nie bardzo mam ochotę ją zmieniać.
-Wiesz, że tego nie da się usunąć?
-Da, ale raczej tego nie zrobię.
-Okay, z kobietą nie wygram...
-To co robimy? -włączył się trzeci głos.
-U mnie "Mrs. B", a u niej "Mr. S" na lewych nadgarstkach.
-Okay, coś jeszcze?
-Ja bym chciała "Normal People Scare Me" na karku. Za chwilkę pokaże Panu zdjęcie.
-Widzę, że fanka AHS. Też oglądam!
***
Siedziała na wygodnym łóżku, na zegarku wybijła właśnie 3:37. Ona nie wzruszona porą wpatrywała się w sufit, czekała jeszcze dwie minuty na swojego kochanka. Wyszli z sypialni, przeszli przez korytarz, zeszli po schodach, przeszli kilkanaście metrów i weszli do jednego z pomieszczeń. Wyglądało niczym komnata tortur w średniowieczu. Na każdej ścianę był przerażający stalowy kolor, drewniana podłoga z ciemnego dębu i słabe światło tworzyło niezapomnianą atmosferę.
-Ściągnij ciuchy i usiądź na krześle -lodowaty ton wypłynął z gardła czarnowłosego. Ona niczym wiążąca gramy istotka wykonała polecenie. Jej nadgarstki i kostki zostały przymocowane do metalowych nóg grubym sznurem. Czarnowłosy chwycił pejcz przełożył go z dłoni do dłoni, energicznie podszedł do kochanki i robiąc zwinny, szybki ruch przekazał trochę przyjemności brunetce.
***
-Caroline gdzie ty do cholery jesteś?!
-Na górze!
-Zejdź na dół!
-Nie mogę!
-No chodź!
-Do jasnej Cholery!!! Ćwiczę! Nie mogę!!
-Złaź!
- Michaelu!!! Jak zejdę na dół mocno tego pożałujesz!!!
-Złaź kobieto bo cię zerżnę na oczach twoich koleżanek!
-Nie wierzę! Ogarniesz się kiedyś?!
-Nie zamierzam.
-Użyj czasami mózgu!
-Nie wierzę, że to powiedziałaś!!!
-No to uwierz półgłówku!
-Złaś na dół kobieto!
-Spadaj!
-Popamiętasz mnie!
-No nie wierzę! Po prostu walę!
-Nie możesz!
-Czemu?!
-Bo nie masz chuja! W końcu kobietą jesteś!
-Niestety o brak organu płciowego nie mogę Cię posądzić! Jesteś zbyt prymitywny!
W tym momencie P. Suffering przerzucił sobie P. Black przez ramię i popędził do sypialni.
***
-Cześć Hazel!
-O boże! Ile my się nie widziałyśmy?! Trzy lata prawie!
-Też się cieszę, że Cię widzę!
-Kawa?
-Kawa!
-W "Babeczce"?
-No! A gdzie indziej?!
-No... nie wiem kochana!
-Ej! Kogoś mi tu brakuje...
Po chwili rozniósł się głos: "Jużż jestem!"
-No na reszcie Justyna!
-Wiecie... jestem świeżą mężatką! Trudno rozstać mi się z mężem!
-Jakim mężem?! Znam go?! Kiedy?!
-No wiesz nie było Cię trzy lata, troszkę się pozmieniało.
-No to za chwilę mi wszystko opowiecie!
***
-No to kim jest ten szczęściarz?
-Ma na imię Nathaniel, brunet, zabójczo przystojny, no i najważniejsze... AKTOR!
-Ile ma lat?
-32
-Dobry w łóżku?
-Zajebisty!
-No to szczęścia! Kiedy go poznam?
-Wiesz twój Michael się z nim przyjaźni, więc pewnie na obiedzie.
-To super! Ale pamiętaj nie nazywaj go tak! (wiem ze trudność wyczuć tutaj humor, ale to taka jakby bk) Hazel co ty tak cicho siedzisz?
-Popatrz... na piątej... blondyn stalowe oczy... markowa marynarka i białe force...
-O kurna jaki przystojniak! Idź zagadać jako jedyna wolna jesteś! Ja mam Mikiego, a Jusia Nata! A ty? Singielka jako jedyna!
-Okay trzymajcie kciuki!
***
-Gdzie byłaś?
-Z Justyną i Hazel na kawie w "Babeczce"
-Dobrze, że już wróciłaś! Teraz jesteś tylko moja. Porywam Cię na weekend do Polski!!!
-Gdzie?
-Kraj w Europie, mają świetnych siatkarzy i piłkarzy ręcznych
-Pojedźmy na mecz, albo trening! Proszę!
-Dla Ciebie wszystko!
-Dzięki! Co jemy na obiad? Jedziemy do restauracji mojego kumpla, Hazel i Justyna Ci nie mówiły?
-A no tak! Justyna coś wspominała!
-Słuchaj czasem co mówią ludzie- i już się zaczyna. Za chwilę wybuchnie wielka kłótnia.
-Słucham! Masz mi coś do powiedzenia?!- mówiłam.
-Tak! Nigdy nikogo nie słuchasz!
-Co?! Odezwał się słuchacz!
-No właśnie! Ja w przeciwieństwie do Ciebie UMIEM słuchać!
-Taaa! A w bajki wierzysz?!
-Mów do mnie z szacunkiem kobieto!
-A w mordę chcesz?!
-Tylko spróbuj psycholko!
-Żebyś wiedział potworze!
***
Czarna długa sukienka prawie sięgała ziemi, czarne wysokie szpilki z czerwoną podeszwą przyciągały wzrok, a diamentowy naszyjnik dopełniał śliczną całość. Ciemny makijaż, czerwone usta i blada cera wyglądały jeszcze piękniej niż normalnie. Obojczyki zakryła rozpuszczonymi włosami, a poobijane przed ramiona skórzaną ramoneską. Jego czarna markowa skórzana kurtka, czarny T-shirt, obcisłe spodnie i czarne a la militarne buty tworzyły obraz idealnej całości. Ciemne, ułożone idealnie włosy, bladego usta i przeszywające spojrzenie dodaje mu tysiące dobrze uroku osobistego. Chwycił zgrabnie kluczyki do ulubionego samochodu, skinął głową na dziewczynę, złapał ją w pasie i razem udaliśmy się domyśliła samochodu. Pół godzinna droga minęła im w ciszy, a w tle leciało AC/DC. Parking restauracji "Zimowa lilja" wypełniony był drogimi samochodami. Przed wejściem czekali na nich znajomi. Zarezerwowany stolik już na nich czekał. 
-No to Nathanielu, nad czym aktualnie pracujesz? -zapytała Caroline. 
-Nad pierwotnym wampirem, robię niespodziankę faną i znowu ponawiam się w The Originals -z lekkością odpowiedziałam nieziemsko przystojny brunet. 
-Kocham ten serial! A Kol? Jedna z najlepszych postaci, najpierw w TVD, a późnej Daniel też grał świetnie. No ale ty to ty! Pierwszy i jedyny prawdziwy Kol- Hazel wydusiła to z siebie podekscytowanym głosem.
I tak rozmowa się miło toczyła i nikt nie wyczuł napięcia między Mrs. B i Mr. S.
*** 
Caroline robi naleśniki, kocha gotować. Rozłożyła na dwa talerze nie równe porcje, miała zamiar postawić je na stół jednak tam leżały jakieś dokumenty. Niechcący straciła je z nowoczesnego mebla, a gdy jeden z folderów otworzył się szybko zakryła usta ręką. Właśnie poznała tajemnice której nie chciała poznać, wolała żyć w nie wiedzy, bez wyrzutów sumienia, zarwanych nocy i tego strasznego obrazu przed oczami...

Wiem znowu krótko :/ jednak takie rozdziały pisze mi się najlepiej i to właśnie w nich czuje się jak Afrodyta :) 
 Pozderki robaczki!