niedziela, 21 czerwca 2015

MEGA ważne!

Hej! Najprawdopodobniej przenoszę się na wattpada, więcej informacji już niedługo ~> http://w.tt/1Lu5E3C

SERDECZNIE ZAPRASZAM

niedziela, 31 maja 2015

Rozdział 7

-Macie go?! -wydarł się muskularny czarnoskóry mężczyzna.
-Nie szefie!
-JAK TO? Są tu najlepsi z najlepszych i nie potraficie znaleźć jednej osoby?! -krzyknął z jeszcze większą furią.
-On jest nie do namierzenia! Tylko dwóm osobą udało się to zrobić, a wie Pan ile tysięcy próbowało? Robimy wszystko co w naszej mocy, więc może Pan się zamknąć i dać nam pracować?- zwrócił się już były pracownik.
-Wylatujesz! - zrobił przerwę- dzwońcie po Sufferinga!
-Ja..k ttoo? -zająknął się przestraszony.
-Wylatujesz. Novak dzwoń po Michaela! Ruchy! -ciemnoskóry zrobił charakterystyczny ruch.
-A McLaggen?! -wykrzyczał Novaczek z drugiego końca pomieszczenia.
-Nie chce go w to mieszać, już raz prawie zabił tego sukinsyna. Dzwonisz,czy mam to za Ciebie zrobić?!
-Poluzuj gacie Mark! Już dzwonię! - odpowiedział widocznie starszy brunet.
Mężczyzna wyciągnął z tylnej kieszeni telefon, wybrał odpowiednio numer i nacisną zieloną słuchawkę, jednak nic się nie stało. Powtórzył te czynności jeszcze kilka razy. Zabrał telefon jakiemuś technikowi . lecz i tym i każdym następnym razie nie udało mu się. Zdezorientowanym wzrokiem spojrzał na swojego partnera, który teraz unosił oczy ku niebu, co ta dziewczyna wyrabia? Nie powinna się pakować w takie sprawy, nie w S.P.E.A.R . Nagle na każdym monitorze pojawił się ciąg cyfr. "Szef  (prawie) wszystkich szefów" przepisał go do swojej Lumi i zadzwonił.
-Co tak długo Weslung?
-Skończ bawić się naszymi kompami, nie dzisiaj, szukamy kogoś ważnego -odpowiedział spokojnie.
-Już go mam, dziesięć minut. A te twoje bezmózgi ile się męczą? -zapytała kpiąco kobieta.
-Trzy dni, przypomnij czemu Cię nie zatrudniłem?
-Bo Michael by Cię zabił i nie ją tylko nas! -dotarł do mężczyzny głos drugiej dziewczyny.
-Nie tylko Michael, Justin już też -powiedziała pierwsza kobieta.
-Martin przecież On chciał was zabić, kojarzysz fakty? -rzekł sarkastycznie.
-Pff! Ty o wielu rzeczach nie wiesz! Jak przyniesiemy Ci papiery to pogadamy. Pa! -głos Martin  zdradzał, że to jeszcze nie koniec.
-Cześć, chyba cześć -mruknął ciemnoskóry. Gdy chciał się rozłączyć usłyszał jeszcze: "Przejmujemy tą sprawę!" .
*** 
Około godziny trzynastej w bazie S.P.E.A.R pojawiły się dwie piękne dziewczyny.
-Kim Panie są? -zapytała brzydka kobieta w wojskowym uniformie.
-Martin i Smith. Następnym razem lepiej zapoznaj się z osobami które musisz znać - wysyczała przez zęby Ewelina.
-Trochę szacunku do wyżej postawionych -powiedziało brzydactwo.
Czerwonowłosa wkurzona wyciągnęła za paska spodni pistolet i wymierzyła kobiecie w lewe oko.
-Zadzwoń do Weslunga, albo Novaka  jeśli chcesz przeżyć ten dzień -kpina i ironiczny uśmieszek nie pasowały do tego zdania wypowiedzianego niby od niechcenia przez zielonooką.
Ludzie dookoła nawet nie przejęli się pistoletem wycelowanym w oko. Wiedzieli kim są dziewczyny, pracowali tu od dawna i byli przyzwyczajeni do ich zachowania.
-Oczzzyywiśśście -wydusiła z siebie funkcjonariuszka i wykręciła numer do Novaka.
Zza rogu wyrósł wysoki, ciemnoskóry, przystojny mężczyzna.
-Smith! Martin! Zostawcie naszą koleżankę, następnym razem przygotuje się bardziej! - zrobił przerwę w której stalowooka opuściła broń, a jakiś mężczyzna zabrał roztrzęsioną kobietę. -Chodźcie do mnie! Novaczek już czeka!
Zanim ruszyli do wielkiego biura, brunetka krzyknęła jeszcze: "Lubię Cię" do brzydkiej kobiety.
-Całkiem nieźle wyglądacie, jak tam u Michaela? -zapytał Weslung gdy kobiety weszły do pomieszczenia.
-Przechodzi przez fazę "Moja narzeczona wyszła za mąż, a ja nawet nie wiem za kogo". I dzięki -miły ton czerwonowłosej wskazywał na jej dobry humor.
-Nie jesteś zdziwiony jej wyglądem? Kim ty jesteś? -ooo! W Ewelinie włączył się tryb "zabawa".
-Sam wybierałem jej kolor włosów. Ty myślisz, że skoro nie gadała z tobą i Michaelem, to i ze mną? Fakt nie wiedziałem o McLaggenie, ale w wszystkim innym jestem dobrze poinformowany! Novaczyna też! -postawny brunet powstrzymywał się od bójki z wspólnikiem.
-Zamknij się już czarnuchu! -rzucił pół żartem, pół serio szatyn. - Fajne ciuszki, do twarzy wam z czymś a la wojsko! -zagwizdał teatralnie.
Kobiety rzeczywiście wyglądały świetnie, oby dwie postawiły na militarny i czarny. Ewelina była jeszcze wyższa niż normalnie co zapewniały jej czarne lity z ćwiekami, do nich założyła rurki i koszulę w moro.  Emilia postawiła na płaskie buty, przerobioną wojskową katanę, czarne okulary  i potargane spodnie. 
-Dzięki ponownie, a teraz przechodzimy do interesów. Dane za prowadzenie sprawy, oczywiście to wy płacicie za cały sprzęt -jasno postawiła warunki czerwona.
-A co z Justinem i Michem? -zapytał afroamerykanin z małą obawą w głosie.
-To nasza sprawa, nie będzie z nimi problemów. Ważniejsze jest kogo chcemy.
W głowie Novaczka zapaliła się lampka "Ooo nie, z tego będą kłopoty" uruchomiona przez brunetkę.
-Niech zgadnę... hymm... -Mark nie Weslung udawał, że się zastanawia. -ooo! Może Mayera?
-Tak -powiedziały chórkiem.
-Nie ma mowy! On jest nieobliczalny! -wyrwał się brunet.
-Wiemy i nic nie zmienia, chcemy go.


Zdążyłam! Jest dokładnie 23;48 jadę jutro na wycieczkę i zdążyłam zmienić cały bieg historii! Proszę o komy! To motywuje! 

środa, 13 maja 2015

Rozdział 6


6 miesiące późnej
Wysoki brunet usiadł obok dziewczyny którą tak dobrze znał. Nie próbował zagadać- dobrze wiedział, że to nic nie da. Miała gorszy dzień, a to naprawić może tylko jedno.
-Musieliśmy tu wrócić? -jej głos był nie pewny, rozum nie chciał nic mówić, serce nalegało.
-Nie możemy się wiecznie ukrywać i chować. Wiem, że w  oczach ludzi ta sytuacja dziwnie wygląda- parsknął-  zawodowy zabójca, wyszkolony przez faceta przed którym ucieka, na równi z jego umiejętnościami i dodatkowo tak samo obrzydliwie bogaty. Mam dość tego wszystkiego, umiem o nas zadbać, proszę zaufaj mi...
-Ufam, jakbym tego nie robiła nie siedzielibyśmy tutaj- zaśmiała się nerwowo- tylko się boję, On jest nieobliczalny.
-Dobrze wiem, że to nie go się boisz. Znam Cię na wylot, to pewna brunetka jest strachem -objął ją pocieszająco, po czym westchnął: "Damy radę, Emi, damy radę".
***
-Daj już sobie z tym spokój, jakby chciała być odnaleziona zrobiłaby coś. Znasz ją, pewnie sama się wyplątała i teraz pije w jakimś barze, co noc inny facet. To jest Emilia która z tych rzeczy się nie zdarzyła? -głos Eweliny miał w sobie tonę kpiny i złości.
-Smith! Ja się o nią martwię! M! A! R! T! W! I! E!
-Nie potrzebnie Michu, wiesz jaka Ona jest. Wcześniej też znikała -zauważyła inteligentnie Ewi.
-Na tydzień,  czasami dwa, a nie na pół roku!
-Dramatyzujesz!
Przez pokój rozniósł się dźwięk powiadomień.
-O patrz! Nic jej nie jest! Zmienia sobie bezpiecznie profkę -spojrzała na wyświetlacz- CO?!! Orzesz kurde Ona jest czerwona! A jej nowe tło? Czy jej już do końca odbiło! -teraz to Panna Smith dramatyzowała.
-Co?! Pokaż! -Michael wyrwał jej z ręki iPhone -że co kurwa?! Kto to jest? Nie przefarbowałaby się na czerwono! Nie ma mowy! A ten facet? Kogoś mi przypomina!
-Przecież tam są tylko jego kłaki debilu! Oddaj! -popatrzyła jeszcze raz- Przecież to jest Justin!
-Ją do końca pojebało... -wziął swój telefon i wykonał szybki telefon. - Za dziesięć minut będziemy wiedzieli gdzie są.
Minuty mijały, a w nich narastał gniew, "Jak Ona mogła nam to zrobić...?"- przemykało przez ich głowy, za każdym razem znajdowali inne odpowiedzi, a najdziwniejsze jest, że w każdej ją usprawiedliwiali.
***
Z głośników leciała muzyka, czerwonowłosa wykonywała świetnie przemyślane ruchy. Była w tym świetna, zawsze miała w sobie to coś, ludziom podobał się jej taniec, a Ona to kochała. Kochała wzrok ludzi. Właśnie kochała... teraz coś się w niej zmieniło, teraz to jest jej koszmarem. Wzrok ludzi, jej dawna siła jest jej słabością. Miliony zmieniają kolor włosów, robią sobie tatuaże,  wielu miało powód, może taki jak Ona, może też chcieli uciec od wspomnień, męczących, przesiąkniętych krwią jej bliskich, krwią niewinnych i krwią winnych, ale kochanych...
Po jej policzku spłynęła łza, kiedyś nie przeszkadzałoby to jej, przecież jest sama, ale teraz... to ONA nie może widzieć swoich łez, bo to ona może wypisać wyrok, wyrok na siebie... a przy tym skrzywdzić ją, a Ona już kolejnej krzywdy nie zniesie.
-Martin! Wyłącz to cholerstwo i złaź na dół! -ooo! Czyli Michael już ją znalazł!
-Kurwa -szepnęła pod nosem.
Spokojnie zeszła naciągając długie rękawy, przybrała uśmiech nr. 7 i cały smutek schowała w oczach na które nałożyła okulary. "Hej!" krzyknęła wesoło podskakując.
-Co ty kurna odpierdalasz?!
-Spokojnie Ewi! Za chwilę wszystko wytłumaczymy, Justin! Chodź na dół, już są! -krzyknęła stalowooka.
Brunet szybko zbiegł po schodach, a gdy próbował przytulić swoją dziewczynę Michael zareagował bardzo agresywnie: podbiegł do niego i dał mu w "mordę". Chłopak nie był mu dłużny. to nie wyglądało jak szkolna bójka. Dwóch mężczyzn toczyło prawdziwą walkę, obydwoje wyszkoleni, maszyny do zabijania, najlepsi w swoim fachu, dawni towarzysze broni i przyjaciele, fakt teraz ich firmy są imperium, już nie jeżdżą po świecie zabijając ludzi, nie walczą za Amerykę, już nie są dawnymi ludźmi, teraz każdy z nich musi utrzymać się przy życiu, już nie mają osoby chroniącej ich tyły. Emilia i Ewelina mierzyły się wzrokiem, każda skanowała wygląd drugiej. Długie włosy brunetki opadały kaskadami na jej ramiona, złoty krzyżyk na szyi i ciemne okulary były idealnymi dodatkami. Szara bluza i jeansowa kurtka świetnie ze sobą współgrały, a białe conversy dopełniały całości.  Za to Czerwonowłosa postawiła na czerń, skórzane spodnie, bokserka, piękna torebka, buty ze złotymi klamrami i jaśniejszy niż reszta sweterek tworzyły cud, wielki cud.  Nie wiedziały czy ich rozdzielać, nie były na razie skłonne do samobójstwa, nie w taki sposób nie w tym momencie. A z drugiej strony za chwilę któryś z nich może stracić życie, wymowne spojrzenie i już wiedziały co będą robić. Zaczęły krzyczeć z przerażenia, Martin się rozpłakała, jej umiejętności aktorskie również są wysokie, Smith wykorzystywała swój piękny głos do krzyczenia, a w sumie to nie było krzyczenie. To miało wyrażać przerażenie, a było piękną muzyką, ta dziewczyna ma talent i nikt nie może tego kwestionować. Dwa wielkie mózgi już były przy nich, jeden pocieszał jedną, drugi drugą. Teraz spór poszedł w zapomniane,ich księżniczki są smutne, a to cios gorszy od śmierci. Michael trzymając w swych objęciach piękną szatynkę, próbował "przygarnąć" również stalowooką, jednak wzrok McLaggena mówił wszystko: "A tylko spróbuj".
***
-Nathaniel! Chodź tu! 
-Już idę, kochanie!
-Pomożesz mi to ściągnąć?
Kobieta wskazała na szklany wazon stojący na górnej półce regału. Brunet wziął go do ręki i postawił na stole. Następnie objął swoją kobietę, a na jej ustach złożył causa. Przygryzł płatek jej ucha, oraz szepnął: "Wszystkiego najlepszego kochanie, moja stara 25".
-Czasami mam ochotę Cię zabić -westchnęła zrezygnowana P. Buzolic. (To chyba oczywiste skoro jest żoną Nathaniela Buzolic xD "Kol" ma swój prawdziwy wiek czyli 32)
-Też czasami mam ochotę Cię zabić, a teraz wskakuj w coś ładnego i jedziemy na kolację! W ogóle wiesz, że Emilka się znalazła?
-Serio?! Dzięki Bogu! Czekaj... pół roku jej nie było prawda? Przekroczyła magiczną 18-stkę?
-Nie, zostało jej jeszcze trochę.
Chłopak wyciągnął z marynarki pudełko. Niespokojnie przetarł ręce, po czym rzucając niby od niechcenia i próbując wyglądać na luzaka podał pudełko żonie. Ta szybko otworzyła skarb, a jej "paczały" zabłyszczały jak te od 3-letniego dziecka. Zawisła małżonkowi na szyi, wycałowała go po policzkach, wzdychając jaki to On nie jest wspaniały i poleciała na piętro wybrać odpowiedni strój.
***
-Wszystko ok?
-Nie -odpowiedziała niezwykle szczerze Martin.
-O czym myślisz? -dopytywała się jej "siostra".
-O tym co nas spotkało... straciłyśmy już tyle osób... na początku ja... 18.04 jedna z najgorszych dat świata. Jakby nie musieli w tedy po mnie jechać, tyle rzeczy potoczyłoby się inaczej, dorastałabym z rodziną, nie musiałabym odwiedzać ich grobów... nie wychowywałaby mnie starsza siostra, w dodatku wojskowa, będąca częściej na misjach niż w domu. Może nie zmieniłabym się, aż tak bardzo? Może potrafiłabym mówić o uczuciach? Rok i pięć dni później twoja rodzina... twoje życie zmieniło się w moje, z jednym małym wyjątkiem ty miałaś brata. Z jednej strony kocham te tragedię, dzięki nich nasze rodzeństwo było partnerami, jak wyjeżdżali miałyśmy świadomość, że nie jesteśmy tak całkowicie same, że jednak tam gdzieś jest dziewczyna która cierpi tak samo jak ja. Nie znałyśmy się... pamiętam dzień w który zobaczyłam Cię pierwszy raz... było to dokładnie dzień po moich ósmych urodzinach, jeden dzień po tragicznej śmierci naszego rodzeństwa... straciłyśmy w tedy ostatnie osoby które kochałyśmy... 23, czyli 4 dni po tragedii poznałyśmy Michaela, osiemnastoletniego chłopaka mającego się nami opiekować. Pamiętasz ten nasz strach przed utratą jeszcze jego? Ja doskonale go pamiętam, pamiętam też w dzień w którym kupił mi deskorolkę, a Ci rolki, kolejny dzień to ten w którym nam powiedział, że musimy nauczyć się angielskiego, można by powiedzieć, że jesteśmy niezwykle inteligentne... zajęło nam to tylko dwa lata, dobre byłyśmy... co nie? Dzień w którym mu uciekłyśmy, był pierwszym prawdziwym strachem przed jego osobą... pamiętasz jak ledwo skończyłyśmy dwanaście lat, a On wyjechał? Pamiętasz nasz ból? Myślałyśmy, że zrobiłyśmy coś źle, obwiniałyśmy się... a teraz wiem, że On po prostu nie umiał znieść szczęścia. Tak jak nie potrafi zrozumieć, że jestem szczęśliwa, że Justin daje mi wszystko czego zapragnę, że w końcu wiem jak będzie wyglądać moja przyszłość, że nauczyłam się KOCHAĆ! ROZUMIESZ?! KOCHAĆ! Już nie darzę tym uczuciem dwóch osób na świecie! Teraz jest ich trójka! Nigdy nie dopuściłam do serca miłości, dwa razy w życiu się zauroczyłam. A teraz zyskałam oparcie! Rozumiesz?!
-Rozumiem... -westchnęła Ewelina, jednocześnie przecierając oczy rękawem.
Panna Martin wtuliła się w Smith, nie uroniła ani jednej łzy.. ludzie nie mogą widzieć jej słabości. Jest na to za potężna.
-Posłuchaj mnie, jesteś slina i żadna pieprzona miłość nie złamie tego kim jesteś! Miłość... jest ślepa, miłość omamia, pokazuje każdą twoją słabość... miłość jest ciepłem i lodem, życiem i samobójstwem, kochaniem i nienawidzeniem, bezpieczeństwem i przepaścią... miłość jest wszystkim i niczym... jest tak wysoko i tak głęboko pod ziemią... stalowe oczy wypełnione nią...  a jest późnej ból... i tęsknota nieprzemierzona... Ale ty dasz radę, wiesz czemu? Bo umiesz grać, umiesz chować emocje i zapominać w kilka sekund...
***
Caroline Black siedziała w swoim gabinecie, nie umiała się skupić. Sprawa sprzed sześciu miesięcy nie dawała jej spokoju, raz się upiła, jeden, jedyny raz. I co? I musiała się zaręczyć z jakimś gościem, nie zna go, nie wiedziała nawet kim jest. Czasami dostawała kwiaty, za każdym razem liścik, z przysięgą. Tylko czemu nie dotrzymaną? Ona kocha Michaela, jest tego pewna, ale jest kobietą. One zawsze marzyły o wielkim domu z ogrodem i zgrają dzieci biegających po kontach. Rzecz jasna, że są i takie które są do końca niezależne, nie chcą drugiej połówki, nie chcą faceta, wolą imprezy i dobry alkohol.  Niestety Ona jest z tej pierwszej grupy. Los obdarzył ją mężczyzną nie czułym, z problemami, niosącym bagaż bólu, cierpienia i krzyku.
Klękający blondyn.Wspomnienie wróciło, Niebieskooka zacisnęła powieki, znalazła oazę spokoju w sercu, potarła bolące żebra. Już pół roku "dostawała w kość", codziennie przyjmowała kolejną dawkę bólu. Sądziła, że zasłużyła, jednak żadna kobieta nie powinna być bita, każda powinna mieć prawo do godnego życia, tego bez strachu i przerażenia. Ją pozbawiono tego w dniu 20 urodzin, to właśnie wtedy poznała Michaela, wtedy zapisała mu jej numer, wtedy spojrzała w oczy bestii i zakochała się w nich, Pięć lat trwała w miłości do niego. Do bezdusznego, sadystycznego potwora kochającego tylko krew.





PRZEPRASZAM!  Od dłuższego czasu jedynym co umiem jako tako napisać są minaturki, przelewam w nich wszystko. W tym opowiadaniu tak się nie da, nie mogę po prostu usiądź do laptopa i przez słowa wypisać co mi leży na sercu. Wiem, rozdział nudny, nic się nie dzieje i ogólnie dno, ale ładnie proszę o komentarze, nie namawiam.
Nie wiem kiedy będzie kolejny rozdział, pojawi się jak znajdę spokój ducha i motywacje do pisania.
Do następnego,
Emiś

NAJLEPSZEGO JUSTA! 

niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział 5

Ewelina Smith:
-Okej... czyli ostatnie co pamiętam jestem tańczenie w klubie. Michu może ty coś? -powiedziałam.
-Ktoś złapał Cię za tyłek, dałem mu w twarz, dalej pustka -westchnął zrezygnowany Mike.
-Może ty, Caroline?
-Dzwoniłyśmy po Juste, Nata i jakiegoś... hymm... chyba miał kawkę Smok, tak na pewno! Przyszedł z jakimś Diabłem! Nie pamiętam gdzie byliśmy, tylko te skrawki, ale jeszcze w tedy Emilia była z nami, na stówkę!
-Justyna i Nat, co pamiętacie?!
-Przyjechaliśmy w piątek, ok. 15.00, Em już nie było, Michu ty dawałeś mi jakiegoś drinka, a późnej pustka!
-Czekajcie! Jaki kurwa piątek?! Pojebało was?! Przecież zabrałem je z zajęć w środę! POJEBAŁO WAS?!!! -wybuchł Miki.
-Uspokój się! Michu! Ja pierdolę! Nie pierwszy raz urwał mi się film! I na pewno nie ostatni! Ogarnij się bo szopką nic nie zdziałamy! Justa, a ty co pamiętasz? -opanowałam sytuację.
-Dokładnie to samo. Ale zastanawia mnie jedno! Dlaczego do jasnej cholery pozwoliłeś im się napić?! One są niepełnoletnie! Pojebało Cię?! To nielegalne!
No i kłótnia się zaczęła, traciliśmy cenne minuty, na bezsensowne kłótnie, a raczej Oni tracili, bo ja w głowie wizualizowałam wszystkie zdarzenia, nie ostatniej nocy, tylko ostatnich dni, jak się przed chwilą okazało.
***
Kazałam wszystkim posprawdzać kieszenie, nikt nie znalazł czegoś co by nam pomogło, zdołowani zeszliśmy do recepcji, a tam co? Jesteśmy w Anglii! Jeszcze tego brakowało! Jak my z Polski tutaj?! Usiedliśmy przy stoliku w restauracji.  Caroline machnęła ręką odganiając owada. na jej palcu zabłyszczał pierścionek.
-Ładny pierścionek. Jesteście zaręczeni? -zadałam pytanie.
-Nie! Jaki pierścionek?!
-Ten na twoim palcu Car!
Dziewczyna szybko znalazła błyskotkę ściągnęła ją i uważnie pooglądała. Jej oczy zaczęły biegać, jakby coś czytała, po chwili powiedziała zdezorientowana "Na zawsze razem... 15.05.2014".  Michael szybko wstał i popatrzył wymownie na swoją dziewczynę. Ta grzecznie wstała, spuściła wzrok i grzecznie pomaszerowała za nim. Moje oczy podążyły za nimi, weszli do holu, weszli do męskiej łazienki. Przez chwilę słyszałam krzyki, krótko było cicho, późnej płacz, żałosny płacz. Michu wyszedł z pomieszczenia i w zdecydowanie lepszym humorze wrócił do nas.
-Gdzie Black? -zapytał Nat.
-Za sekundę przyjdzie, dałem jej kilka słów do słuchu. Powinna się za niedługo ogarnąć.
Ja już znałam jego gadanie do słuchu! Mnie i Emilii nigdy nie dotknął! Kochał nas, zawsze opanowywał się w odpowiednim momencie... aż strach myśleć co by się stało gdy naprawdę przegiełyśmy.
"Dwie jedenastolatki dumnie kroczyły przez park. Księżyc świecił w całej okazałości, a One nie miały najmniejszego zamiaru wracać. Kolejny raz odrzuciły połączenie, dzwoniący dzwonek przeszkadzał im w rozmowie. Wiedziały kto dzwoni... wiedziały jak bardzo zdenerwowany będzie. On dał im palec, One wzięły całą rękę. "Michu! Proszę będziemy o 21! Nie spóźnimy się!"- tak mówiły... w rzeczywistości miały inny plan, chciały zwiedzić Wrocław nocą. Jak już nikogo nie będzie... jak będzie cicho, ciemno, zimno i pięknie. Tylko co jakiś czas przechodziły obok świetnie się bawiących studentów, Oni nie zwracali na nie uwagi, myśleli: "kolejne bachory uciekły z domu, niech zmarzną, niech dostaną nauczkę". Wczoraj był ten  przeklęty dzień... rocznica tej tragedii... tragedii dzięki której się poznały, dzięki której stały się siostrami, dzięki której mają Michaela..." 
Szybko wstałam i ruszyłam ku wc. Tam zastałam zapłakaną brunetkę. Pomogłam jej wstać z ziemi, przemyłam jej twarz, uśmiechając się pokrzepiająco. Wyciągnęłam z małej torebki kosmetyki i zatuszowałam dzieło Miśka. Mocno ją przytuliłam, następnie wzrokiem oznajmiłam jej, że musimy wracać. Obydwie przybrałyśmy sztuczne uśmiechy i wróciłyśmy do restauracji. Usiadłyśmy na swoich miejscach.
-Już wszystko ok? -zagadnęła Justyna.
-Jasne, czemu miało by nie być? -po słowach Car nastała niezręczna cisza, każdy myślał o czymś innym, ja analizowałam wygląd każdego z nas. Moją uwagę przykuła pieczątka na ręce Justyny.
-Co to jest? -szybko wzięłam jej rękę i starałam się przeczytać rozmazany napis.
-Daj to! -kończyna Justy była już w ręce Mike'a.
-No co tam jest?! -dopytywał się Nat, a twarz Suffera pokazywała przerażenie, wyszeptał tylko wlepiając wzrok we mnie: "McLaggen... Justin McLaggen"
***
Emilia Martin:
Obudziłam się w jakiejś śmierdzącej stęchlizną piwnicy, jedynym światłem jest wyświetlacz mojego telefonu, zasięgu oczywiście nie ma. Zbadałam całe pomieszczenie, pod prawą ścianą leży niewygodny materac, pod lewą pusta szafka z szklanymi wstawkami. Z jednej strony są stalowe drzwi, a z drugiej skrzypiące drewniane schody, prowadzące do zamurowanego wyjścia. Tu jest tak zimno, tak bardzo zimno. Trzęsę się. Okryłam się kołdrą leżącą na materacu, patrzyłam w ciemną otchłań, kumulując moje myśli. Wszystkie skupiały się na jednym, na opracowaniu tego co stało się wczoraj. W kluczowym momencie do moich uszu doszła muzyka, spokojna, ale dynamiczna, niby wesoła, ale smutna, o miłości, i o nienawiści, o pragnieniu, i o strachu. I w tedy wszystko stało się jasne. On mnie dopadł, chce się zemścić, ale jednego nie wie... że to nie ja jestem temu winna.
***
"Wypuść mnie skończony idioto! Pojebało Cię?!" krzyczałam, a do tego jak do ściany. Popieprzony Justin! Mówiłam Ewelinie żeby to wyjaśnić! Zajebię ją! "Zamknął go w psychiatryku, nie przejmuj się nim!", to nie ona teraz siedzi w jakieś pierdolonej piwnicy!
-Wróbelku? Usiądź na materacu! -rozniósł się głos tego debila. Słysząc to polecenie rozważałam wszystko w głowie. Po trzech sekundach zdecydowałam wykonać polecenie, bo... raz, że troszeczkę się go boję... "taa troszeczkę"- zakpiła moja podświadomość, no ale wracając! Po drugie wolę mieć element zaskoczenia i po trzecie! Łatwiej uwodzić na siedząco!
-Okay! Jus... tu jest zimno, załatwisz mi jakąś bluzę?
-Jasne, haha nie. Co tam u Ciebie? No oczywiście oprócz tego że jesteś porwana! Haha! Ja jestem podekscytowany! W końcu będę mógł się wyżyć! No i oczywiście zmieniamy pokój!
Agresywnie obrócił mnie tyłem do siebie, założył kajdanki na moje nadgarstki, na oczach zawiązał chustkę. Energicznie pociągnął mnie za ramie, tym samym zmuszając mnie żebym wstała. Ciągnął mnie, szłam za nim bezproblemowo, a przynajmniej tak było do czasu schodów. Potknęłam się kilka razy irytując go, ten to ma słabe nerwy!
-Martin! Ogarnij się! Nie umiesz wchodzić po schodach?!
-Z zawiązanymi oczami nie!
-Pierdole... -mówiąc to wziął mnie na ręce i szybko pokonał schody. Myślałam że od razu postawi mnie na ziemi, ale On niósł mnie dalej. Zdezorientowana powiedziałam: "Jus, to super w twojej strony, ale ja mogę iść sama". W odpowiedzi do moich uszek dotarł śmiech, a ja dopiero teraz zorientowałam się co wypaliłam i to do kogo! Ubolewając nad moim idiotyzmem, a może i super-hiper idiotyzmem nie zauważyłam jak McLaggen posadził mnie na jakimś mięciutkim łóżku i odpiął metalowe cholerstwo i rozwiązał oczy. Nie wyczułam też jego wzroku, przeraźliwie skupiającego się na mnie, mówiącego "czy muszę jej coś zrobić...?", a gdy go w końcu dostrzegłam zrobiłam coś strasznie nieodpowiedzialnego, spojrzałam w jego oczy, oczy które już raz mnie uwiodły...


Hey! Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału! I że ten taki krótki! Obiecuję, że następny będzie dłuższzzzzzyyyy! Zapraszam do komentowania! A kolejnej części możecie spodziewać się ok. 27! Mam świetny pomysł na kontynuację! Mam nadzieję, że się wam spodoba!
Pozderki robaczki!
Wasza,
E. R. Malfoy

Ps. Komentujcie! To motywuje! :D :D 

piątek, 3 kwietnia 2015

Liebster Blog Awards!


Jeeej! Dostałam (prawie) Oscara! Czyli Liebster Blog Awards! Zostałam nominowana przez ten świetny blog :D 

Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie  obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Pytanka i odpowiedzi :D
1.Podoba ci się nasz blog?
Posiadajta wy talent :) ale błagam zabijta tego starucha!
2.Ile książek przeczytałaś/przeczytałeś?
Nigdy nie liczyłam... jednak dzień bez czytania to dzień stracony :D
3.Jakie seriale oglądasz?
Supernatural, American Horror Story, Teen Wolf, The Originals, Once Upon a Time, The Vampires Diaries, Hannibal, Skins, The Foster, Game of Thornes, Bones, Arrow, My Mand Fat Diary, True Blood i jeszcze kilka, ale raczej mało znane i nic wam nie powiedzą :D
4.Twoje ulubione piosenki?
Rachel Rabin- Raise The Dead <3 
5.Twój ulubiony aktor/aktorka?
Aktor... hymmm... mam dwóch Johny Deep i Ian Somerhalder. A jeśli o aktorkę chodzi, to też nie mogę się zdecydować :D Candice Accola i Emma Watson 
6.Seriale oglądasz w telewizji czy w internecie?
I to i to :D Jednak w telewizji to głównie na AXN, FOX i HBO :D
7.Planujesz założyć jeszcze bloga?
A jak inaczej? Mam już nawet pomysł i jak najszybciej chcę go zrealizować :D
8. Skąd bierzesz inspiracje?
Słucham muzyki wizualizując w głowie własne teledyski, oglądam zwiastuny do blogów z YT i czytam :D
9. Ulubiona książka?
Piąta Czarownica pióra Grahama Mastertona <3 i Cmentarz Zwieżąt pióra Stephena Kinga
10. Ulubiony serial?
American Horror Story
11.Ulubiony film?
Wywiad z Wampirem, albo Więzień Labiryntu :D waham się między nimi :D

Nominuję:
1. Madness :D
2. Hope is a bitch :D
3. Woman With the Demon choć ja nazywam Znienawidzona przez ludzi, kochana przez demony  :D
4. Battle of destiny by Living its Principles :D
6. Miłość, nienawiść. Dzieli je taka cienka linia :D
7. Love Me Like You Do :D
8. UNRAVELING :D
9. Senne Miasto :D
10.Life is one big lie...  :D
11. Zabawne jak jedna chwila może zmienić wszystko  :D

Pytanka :)
1. Planujesz "projekt" z innym blogerem?
2. Twoje największe marzenie związane z blogiem?
3. Ile dni (średnio) zajmuje Ci napisanie notki?
4. Czy jest jakaś osoba którą bardzo chcesz spotkać? Jak tak to jaka?
5. Masz notki napisane do przodu, czy publikujesz "na gorąco" ?
6. Jakie słodycze preferujesz?
7. Ile (średnio) telewizji oglądasz?
8. Ulubiony gatunek filmowy?
9. Ulubiony gatunek muzyczny?
10. Srebro czy złoto?
11. Lubisz pić wodę?

WESOŁEGO ALLELUJA!
Wesołych Świąt Wielkanocnych! 
Niech Cię dystans zomczy do ostatniej nitki, 
jajka wymalują kobitki, 
plama nigdy nie zawodzi, 
a owieczka w stringach chodzi! 
Wasza dziwna,
 E. R. Malfoy
 

piątek, 27 marca 2015

Rozdział 4

Znowu narracja pierwszoosobowa :)
Kojarzycie, że te imiona na czerwono to linki do wyglądu bohaterów? *Poprzedni rozdział i dzisiaj jeszcze reszta*
Ewelina Smith:
-Idziemy na drinka? -zapytała Emily przesłodzonym głosem.
-Hahaha! Bo ja wam pozwolę! To że nie widzieliśmy się cztery lata nie znaczy, że złagodniałem!
-Szkoda! Miałyśmy taką nadzieję, co nie Emiś?
-Ew! Nie zdradza się takich tajemnic! Ale ja na serio z tym drinkiem! Proszę! Pójdź z nami! Choć raz! Później możemy udawać, że to się nie stało! Co o tym sądzisz Ewczi?
-Świetny pomysł! To jak Michu?
-Nie ma mowy! Nie macie nawet pełnoletności! Emi ci zostało siedem miesięcy, a Ewi jedenaście! Nie zapominajcie, że jestem waszym prawnym opiekunem! -taa... wiecznie odpowiedzialny Misiek.
-No weź! Wiesz ile imprez już za nami? Ile razy skończył nam się film, ile razy obu..
-Nie kończ! -no i nie udało mi się go podpuścić! Teraz kolej Emi... jej się uda na 100%, zawsze była w takich sprawach o krok wyżej!
-Michu... wiesz... dzisiaj jest rocznica... ja muszę o tym zapomnieć... ten obraz... to jest straszne... proszę... Michael... -i jeszcze się rozpłakała! Coś czuję, że kiedyś będzie dziewczyną Bonda! Jest świetną aktorką!
-Okay... ale tylko po jednym i ani słowa opiekunom!
-Dziękujemy! Jesteś najlepszy Michu! -mówiąc to rzuciłyśmy mu się na szyję po raz piąty tego dnia.
-Ejj... jakaś dziewczyna na nas patrzy... -ściszony głos Em zwrócił moją uwagę na brunetkę w niebieskiej zwiewnej sukience i czarnym sweterku.
-Ooo! Zapomniałbym! Caroline chodź tutaj! Dziewczyny poznajcie Car, Care to Emilia i Ewelina, jestem ich prawnym opiekunem. '
-Miło poznać- powiedziała zmieszana ta cała Car. Em, jak to Em przytuliła ją szepcząc coś do ucha, zgaduję, że było to coś przerażającego bo dziewczyna zrobiła wielkie oczy, ja za to rzuciłam w jej stronę nie pewny wzrok, kiwając delikatnie głową. Emilia posłała mi porozumiewawcze spojrzenie i chytry uśmieszek.
-Caroline idziesz z nami do klubu? Pan wielce poważny się zgodził na jednego drinka! -Ems... Ona ma w tym jakiś plan, nie wiem jaki, ale wiem, że jej w tym pomogę! Jesteśmy jak siostry i musimy sobie pomagać!
-Naprawdę Mike? Pozwoliłeś? -dopytywała niebieskooka brunetka.
-Pozwoliłem, a wy- tu wskazał na mnie i Emi- lepiej uważajcie bo jeszcze zamknę was w domu na cztery spusty.
-Okay... hym... to było dziwne...
-Co się dziwisz Ew? Michu ogólnie jest dziwny!
***
-Idę zapalić, Car idziesz ze mną?
-Jasne Miki, tylko wezmę sweterek -boże jak ta kobieta mnie denerwuje! Jest taka "niewinna" i "słodka", ja bym na miejscu Michaela już dawno kopnęła ją w dupę. Emi posłała mi spojrzenie "Idź z nimi, muszę zostać trochę sama"... okay... nie wnikam... Emily jest dziwna i tego nie zmienię. Kiedy Misiek i Caroline wstawali zabrałam swoją jasno różową kurteczkę i żwawym krokiem wyszłam z nimi.
-Nie sądzisz, że to zły pomysł zostawić Emisia samego? -zagadnął czarnowłosy.
-Co ty! Nie pierwszy raz jesteśmy w klubie! Nic jej się nie stanie, a nawet jakby ktoś miał zamiar jej cokolwiek zrobić skopałaby mu dupę. Nie zapominaj, że to ty uczyłeś nas samoobrony!
-Nauczyłeś je samoobrony?! Mi nic nawet pokazać nie chciałeś! -oburzyła się ta lalunia.
-Zamknij.Się.Nie.Przerywaj.Mi,Kiedy.Rozmawiam.- wycedził przez zęby, wkurzo... nie to za mało powiedziane. Wycedził przez zęby wkurwiony Michael. O takkkkk! Teraz idealnie!
Podeszłam powoli do mojego opiekuna, przytuliłam go powoli i szepnęłam: "Też, mam jej dość, ale musimy wytrzymać". Mój tato-brat wybuchł śmiechem i zamknął mnie w "misiu". Gdy oderwaliśmy się od siebie i spojrzałam na brunetkę musiała, po prostu musiała to powiedzieć: "Zamknij tą buzie, muchy Ci wlecą!" Wróciliśmy do klubu, a w czasie w którym nas nie było kelnerka przyniosła drinki. Wzięłam z Emi po łyku i poszłyśmy potańczyć.
***
Obudziłam się z strasznym bólem głowy, zwlokłam się z łóżka, zachwiałam się na nogach i zmuszona by się nie wywrócić otworzyłam oczy. Ja pierdole gdzie ja jestem? I czemu obok mojej nogi jest wąż?! Podniosłam go powoli i na palcach przemierzałam apartament, gdy otworzyłam trzecie już dzisiaj drzwi zauważyłam śpiąca na podłodze Caroline. Położyłam jej mojego przyjaciela grzechotnika. Poczłapałam dalej próbując nie nadepnąć na szkło, widelce, ubrania, a nawet pieniądze. Weszłam do kuchni, lodówka była przewrócona, a w niej smacznie spał sobie Michu. Nabrała zimnej wody do szklanki która leżała na blacie, wylałam ją na niego i uciekłam, usłyszałam już tylko krzyk: "Kurwa!". Przeszłam przez kolejny długi korytarz, otworzyłam któreś tam drzwi i weszłam do (jak się okazało) łazienki. Teraz to z mojego gardła wypłynął krzyk: "Aaaaa! Pierwotny wampir cały goły w wannie! O boże!". "Kol" szybko otworzył oczy i kulając ledwo wyszedł z wanny, podparł się o umywalkę, obrócił głowę w moją stronę i uśmiechnął się zalotnie. W tym samym momencie do łazienki wbiła piękna brunetka, walnęła mężczyznę w głowę gazetą, ten od razu porwał ją w swoje objęcia i złożył na ustach soczystego buziaka.
-Wiecie, nie chcę wam przeszkadzać, ale kim wy do jasnej cholery jesteście?! -wydarłam się pretensjonalnym głosem.
-Słysząc twój krzyk wiesz, że jestem Nathaniel. To jest moja żona Justyna, piękna co nie?
-Jas...
-Aaaaaa!!! Co za popierdoleniec dał mi na głowę węża?!!! Auaaaaa! Moja głowa! -hahhaa.... Caroline! Hahaha!
-To twoja sprawka? Dobra jesteś młoda! -entuzjastyczny głos Nata, wymieszany z śmiechem Justyny rozbrzmiał w łazience. Ja tylko uśmiechnęłam się zadziornie po czym poczłapałam do salonu, gdzie siedziała roztrzęsiona Caroline i śmiejący się w niebo głosy Michu, jak tylko weszłam do stołowego Mike zaczął mnie gonić, biegaliśmy jakieś dwie minuty do póki do pokoju nie wszedł Kol i piękna Justyna.
-Stary, co ty tu robisz? -zapytał zdezorientowany Miki.
-Sam wysłałeś po mnie samolot geniuszu! Caroline ogarnij się to był tylko wąż!
-Tylko? To był wielki grzechotnik! Rozumiesz?
-Ja pierdole... Caroline... sorry ale wąż to nie jest powód do darcia się! Nie rozumiem o co Ci chodzi?! To jest MALUTKI, SŁODZIUTKI wąż! Jesteś miękka i tyle! Ja pierdole! Wychodzę! Tylko gdzie do cholery jest Emi? -no tak, jak zawsze wybuchłam! Ale tak mnie jej osoba wkurwia! Boże rzygam nią! Dobrze, że Ems tego nie widzi! Pewnie już by się na nią rzuciła! Ale... z drugiej strony... świat nie musiałby patrzeć na taką mimozę! Boże... tylko gdzie Ona jest?!
-Jaka Em? -przynajmniej Justyna jest inteligentna.
-Ja jestem Ewelina, a Em to Emilka. Naszym prawnym opiekunem jest Michu, wiecie rodzinna tragedia i tak dalej... w każdym razie nie ważne -kurde... nie wiedziałam, że potrafię wspomnieć o tym tak zimno.
-Ej... nie chcę zapeszać, ale NIC nie pamiętam! Kurwa! Ewelina! Co wy nam dosypałyście?! Pierdolę... nigdy więcej alko z małolatami!!!
-Michu! Ja nigdy niczego nikomu nie wsypałam! Nawet nie ćpałam na imprezie! Nigdy! To pewnie Em! Ona ma pociągi do takich rzeczy! Jak ją znajdziemy pewnie dowiemy się wszystkiego! Nie drzyj się nigdy więcej na mnie! Rozumiesz?! A teraz jej szukamy! Raz, dwa!
***
Michael Suffering:
Z moich ust wypłynął wrzask irytacji: "Gdzie do cholery jest Emilia?!". Nigdzie jej nie ma... ja pierdolę! Zgubiłem córko-siostrę! Ja walę, pierdolę, jebię, pieprzę! Gdzie do cholery jest moja słodka Em?!

Znowu krótko, przepraszam! Mam nadzieję, że wam się spodoba :) Zostawiajcie komentarze! Po tym jeszcze jeden rozdział w narracji pierwszoosobowej i wracamy do trójeczki :D
Trzymajcie się robaczki!
Na zawsze Wasz,
Emiś

sobota, 21 marca 2015

Rozdział 3

ROZDZIAŁ W NARRACJI PIERSZOOSOBOWEJ

Caroline Black: 

-Wstawaj! -wyniosły ton zabrzmiał mi tuż przy uchu.
-Spadaj, jak Black śpi nie przeszkadza się jej -wymruczałam.
-Wstawaj, nie mam czasu na twoje idiotyczne gierki. W tym momencie jesteś ostatnią osobą z którą mam ochotę się kłócić, więc rusz tą swoją grubą dupę z mojego łóżka, bo cię wypierniczę przez balkon -ach ten Miki, całe życie niecierpliwy.
-Już idę. Jak tam ranek Panie "jestem zajebiście bogaty, więc masz się mnie słuchać"?
-Spierdalaj, nie chcę mi się Ciebie słuchać.
-Co ty dzisiaj taki drażliwy?
-Szykuj się już, wylatujemy za dziewięćdziesiąt minut -że co?!
-I dopiero teraz mi mówisz?!
-Tak, a teraz zamknij się już. Za godzinę przy drzwiach.
A tego co znowu wzięło? Nie umiem za nim nadążyć. Raz mówi, że ten wyjazdjest NASZ, a teraz zachowuje się jak... totalny półgłówek.
***
Jasnowłosa stewardessa płaszczyła się przed moim mężczyzną. On oczywiście nic nie zrobi! Bo to przecież wielki plus! Jego ego jest coraz większe! Za niedługo to nie broń wymyślona przez niego będzie najbardziej niebezpieczna tylko jego ego! Dobrze, że już tylko dwie godziny! Mam nadzieję, że późnej zabierze mnie do jakiegoś centrum! Muszę kupić ciuszki! Black! Przez tą blondynę gadasz jak idiotka! Boże... nie mogę przebywać z takimi osobami w jednym pomieszczeniu! Przez nie mózg mi się kurczy! Muszę pogadać z kimś mądrym!

to: Juśtyś :*
from: Me
contents: Ratuj! Wszędzie bezmózgi!

to: Me
from: Juśtyś :*
contents: Jestem na wykładach :/ pogadamy za półgodziny?

to: Juśtyś :*
from: Me
contents: A nie możesz się zerwać?

to: Me
from: Juśtyś
contents: Dla Ciebie wszystko MŁODA  :))

Szybko "wklikałam" co mi leży na żołądku, a Justyś (jak zawsze) pocieszyła mnie i poprawiła mi humor. Taka przyjaciółka to skarb.
***
 Cały :D
Siedzimy w samochodzie od dwudziestu minut. Co się z nim dzieje?! Zachowuje się jak jakiś walony mięczak! Jeszcze trzy lata temu nawet bym go tak nie nazwała, a teraz?! Zmienił się. Czy to brak mnie go zmienił? A może... może kogoś miał... nie, nie, nie... Justyna by mi powiedziała! Na niej mogę polegać! Sama się zakochała, więc wie jak jest! Nie pozwoliła by mi żyć w niepewności! Hazel z resztą też! Wierzę im w każde słowo! To są prawdzie przyjaciółki! I nie pokłócimy się! Tak! Nigdy!
-Idziesz? -z tych idiotycznych przemyśleń wyrwał mnie głos Michaela.
-Jasne, a gdzie tak wgl. jesteśmy?
-Wrocławski uniwerek, a teraz nie zadawaj pytań. Idź do sali wykładowej nr. 27 i usiądź i poczekaj i tam na mnie. Rozumiesz?
-Rozumiem.

Michael Suffering:
Caroline wyszła i podążyła za moimi wskazówkami. Szybko "ogarnąłem" godzinę, a później zmieniłem marynarkę na skórzaną kurtkę. Potargałem włosy, schowałem pistolet za pasek spodni, noże przymocowałem specjalnymi paskami do prawej nogi, na palec serdeczny w lewej ręce wsunąłem srebrny pierścień, prawy nadgarstek "ozdobiłem" "zwyczajnym" zegarkiem i wyszedłem z samochodu. Ruszyłem do tego co najważniejsze w moim życiu, ruszyłem do mojego świata.
***
Ewelina Smith:
Od dziewiątej jestem na uczelni, dochodzi trzynasta, a ja jeszcze nic nie jadłam. Em siedzi obok mnie. Ona nigdy nie śpi, nie jest głodna, taki mały wulkan energii. Jej skórzana kurtka z ćwiekami, jasne włosy, blada cera, stalowe oczy, wysokie szpilki i czarne spodnie przyciągają facetów, właśnie gada z jakimś brunetem. Zgaduję, że jego gadka nie jest inteligenta, bo jej mina jest znudzona, a mimo to wygląda lepiej niż wszystkie dziewczyny w tej sali. Kiedyś jakby ktoś mi powiedział, że tak będzie wyglądało moje życie nie uwierzyłabym mu. Jesteśmy bogate, piękne, przeskoczyłyśmy kilka lat nauki, wyglądamy na naprawdę szczęśliwe. Ale to my przeszłyśmy tragedię, a nawet kilka, rocznica jednej z nich jest dziś... nie chcę o tym pamiętać, Emi podobnie... jednak to nasze brzemię, nie wyrzekniemy się przeszłości... bo to właśnie Ona ukształtowała nas i nasze charaktery...

Emilia Martin: 
Patrzyłam na salę, wykładowca zanudzał, a ten przede mną? Jeszcze gorszy! Nie wiem o czym mówi... chyba jara się tym, że okiwał kilka osób... ten naród jest taki prymitywny... wszędzie piłka nożna i polityka... kit z tym, że siatkarze są mistrzami świata, kit z tym, że Radwańska nie ma za co trenować, kolarze zabierają latami na nowe rowery, a piłkarze ręczni mają wypłaty trzy razy mniejsze niż Lewandowski... nie rozumiem tego państwa, ale to tu jest mój dom i na razie nie chcę tego zmieniać.
-Panno Martin! Może obrócić się pani twarzą do mnie? -zapytał ten stary, nudy pryk.
-Oczywiście Henryku! Co tam u Jadzi? Już nie opłakuje kota? -mój ton był przesłodzony.
-Bardzo śmieszne Emilio, a wracając do tematu...
Odwróciłam się przodem do wykładowcy, z torby wyciągnęłam szkicownik, jeździłam moim ukochanym ołówkiem po kartce, już było widać pierwsze zarysy domu z ogrodem, powoli rysowałam kwiatki, drzewa, liście i trawę, następnie dopracowałam okna, balkon, dachówki i drzwi, wzięłam do ręki ołówek H i rysowałam lekko krawędzi cegieł. Spokojnie dopracowywałam rysunek. A nagle usłyszałam krzyk Eweliny. Zanim podniosłam wzrok krzyknęłam "Co jest kurwa?!". 
"Michael!" teraz to ja krzyknęłam, a z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Po chwili razem z Ewką wisiałyśmy mu się na szyi, przytulając kurczowo. On szeptał tylko jedno zdanie "Już jestem, tęskniłem, przepraszam... wybaczcie... kocham was". Nie obchodziło mnie, że wszyscy z sali się gapią, a jakaś brunetka zabija nas wzrokiem. 



No więc miało być coś innego, ale miałam mały problem z napisaniem tamtego. Na rozdział "horrorowaty" musicie jeszcze poczekać troszkę :) 
Pozderki robaczki :* i komentować 
Ps. możecie napisać mi w kom w której narracji wolicie- pierwszoosobowej czy trzecioosobowej. ;D

niedziela, 8 marca 2015

Rozdział 2

-Jesteś pewna?
-Nie, ale chce to zrobić. To tak jak z pierwszym sexem. Wiesz, że będzie boleć, że to nie odwołana decyzja, że możesz tego żałować, ale i tak to zrobisz, podjęłam decyzję i tyle, jakoś nie bardzo mam ochotę ją zmieniać.
-Wiesz, że tego nie da się usunąć?
-Da, ale raczej tego nie zrobię.
-Okay, z kobietą nie wygram...
-To co robimy? -włączył się trzeci głos.
-U mnie "Mrs. B", a u niej "Mr. S" na lewych nadgarstkach.
-Okay, coś jeszcze?
-Ja bym chciała "Normal People Scare Me" na karku. Za chwilkę pokaże Panu zdjęcie.
-Widzę, że fanka AHS. Też oglądam!
***
Siedziała na wygodnym łóżku, na zegarku wybijła właśnie 3:37. Ona nie wzruszona porą wpatrywała się w sufit, czekała jeszcze dwie minuty na swojego kochanka. Wyszli z sypialni, przeszli przez korytarz, zeszli po schodach, przeszli kilkanaście metrów i weszli do jednego z pomieszczeń. Wyglądało niczym komnata tortur w średniowieczu. Na każdej ścianę był przerażający stalowy kolor, drewniana podłoga z ciemnego dębu i słabe światło tworzyło niezapomnianą atmosferę.
-Ściągnij ciuchy i usiądź na krześle -lodowaty ton wypłynął z gardła czarnowłosego. Ona niczym wiążąca gramy istotka wykonała polecenie. Jej nadgarstki i kostki zostały przymocowane do metalowych nóg grubym sznurem. Czarnowłosy chwycił pejcz przełożył go z dłoni do dłoni, energicznie podszedł do kochanki i robiąc zwinny, szybki ruch przekazał trochę przyjemności brunetce.
***
-Caroline gdzie ty do cholery jesteś?!
-Na górze!
-Zejdź na dół!
-Nie mogę!
-No chodź!
-Do jasnej Cholery!!! Ćwiczę! Nie mogę!!
-Złaź!
- Michaelu!!! Jak zejdę na dół mocno tego pożałujesz!!!
-Złaź kobieto bo cię zerżnę na oczach twoich koleżanek!
-Nie wierzę! Ogarniesz się kiedyś?!
-Nie zamierzam.
-Użyj czasami mózgu!
-Nie wierzę, że to powiedziałaś!!!
-No to uwierz półgłówku!
-Złaś na dół kobieto!
-Spadaj!
-Popamiętasz mnie!
-No nie wierzę! Po prostu walę!
-Nie możesz!
-Czemu?!
-Bo nie masz chuja! W końcu kobietą jesteś!
-Niestety o brak organu płciowego nie mogę Cię posądzić! Jesteś zbyt prymitywny!
W tym momencie P. Suffering przerzucił sobie P. Black przez ramię i popędził do sypialni.
***
-Cześć Hazel!
-O boże! Ile my się nie widziałyśmy?! Trzy lata prawie!
-Też się cieszę, że Cię widzę!
-Kawa?
-Kawa!
-W "Babeczce"?
-No! A gdzie indziej?!
-No... nie wiem kochana!
-Ej! Kogoś mi tu brakuje...
Po chwili rozniósł się głos: "Jużż jestem!"
-No na reszcie Justyna!
-Wiecie... jestem świeżą mężatką! Trudno rozstać mi się z mężem!
-Jakim mężem?! Znam go?! Kiedy?!
-No wiesz nie było Cię trzy lata, troszkę się pozmieniało.
-No to za chwilę mi wszystko opowiecie!
***
-No to kim jest ten szczęściarz?
-Ma na imię Nathaniel, brunet, zabójczo przystojny, no i najważniejsze... AKTOR!
-Ile ma lat?
-32
-Dobry w łóżku?
-Zajebisty!
-No to szczęścia! Kiedy go poznam?
-Wiesz twój Michael się z nim przyjaźni, więc pewnie na obiedzie.
-To super! Ale pamiętaj nie nazywaj go tak! (wiem ze trudność wyczuć tutaj humor, ale to taka jakby bk) Hazel co ty tak cicho siedzisz?
-Popatrz... na piątej... blondyn stalowe oczy... markowa marynarka i białe force...
-O kurna jaki przystojniak! Idź zagadać jako jedyna wolna jesteś! Ja mam Mikiego, a Jusia Nata! A ty? Singielka jako jedyna!
-Okay trzymajcie kciuki!
***
-Gdzie byłaś?
-Z Justyną i Hazel na kawie w "Babeczce"
-Dobrze, że już wróciłaś! Teraz jesteś tylko moja. Porywam Cię na weekend do Polski!!!
-Gdzie?
-Kraj w Europie, mają świetnych siatkarzy i piłkarzy ręcznych
-Pojedźmy na mecz, albo trening! Proszę!
-Dla Ciebie wszystko!
-Dzięki! Co jemy na obiad? Jedziemy do restauracji mojego kumpla, Hazel i Justyna Ci nie mówiły?
-A no tak! Justyna coś wspominała!
-Słuchaj czasem co mówią ludzie- i już się zaczyna. Za chwilę wybuchnie wielka kłótnia.
-Słucham! Masz mi coś do powiedzenia?!- mówiłam.
-Tak! Nigdy nikogo nie słuchasz!
-Co?! Odezwał się słuchacz!
-No właśnie! Ja w przeciwieństwie do Ciebie UMIEM słuchać!
-Taaa! A w bajki wierzysz?!
-Mów do mnie z szacunkiem kobieto!
-A w mordę chcesz?!
-Tylko spróbuj psycholko!
-Żebyś wiedział potworze!
***
Czarna długa sukienka prawie sięgała ziemi, czarne wysokie szpilki z czerwoną podeszwą przyciągały wzrok, a diamentowy naszyjnik dopełniał śliczną całość. Ciemny makijaż, czerwone usta i blada cera wyglądały jeszcze piękniej niż normalnie. Obojczyki zakryła rozpuszczonymi włosami, a poobijane przed ramiona skórzaną ramoneską. Jego czarna markowa skórzana kurtka, czarny T-shirt, obcisłe spodnie i czarne a la militarne buty tworzyły obraz idealnej całości. Ciemne, ułożone idealnie włosy, bladego usta i przeszywające spojrzenie dodaje mu tysiące dobrze uroku osobistego. Chwycił zgrabnie kluczyki do ulubionego samochodu, skinął głową na dziewczynę, złapał ją w pasie i razem udaliśmy się domyśliła samochodu. Pół godzinna droga minęła im w ciszy, a w tle leciało AC/DC. Parking restauracji "Zimowa lilja" wypełniony był drogimi samochodami. Przed wejściem czekali na nich znajomi. Zarezerwowany stolik już na nich czekał. 
-No to Nathanielu, nad czym aktualnie pracujesz? -zapytała Caroline. 
-Nad pierwotnym wampirem, robię niespodziankę faną i znowu ponawiam się w The Originals -z lekkością odpowiedziałam nieziemsko przystojny brunet. 
-Kocham ten serial! A Kol? Jedna z najlepszych postaci, najpierw w TVD, a późnej Daniel też grał świetnie. No ale ty to ty! Pierwszy i jedyny prawdziwy Kol- Hazel wydusiła to z siebie podekscytowanym głosem.
I tak rozmowa się miło toczyła i nikt nie wyczuł napięcia między Mrs. B i Mr. S.
*** 
Caroline robi naleśniki, kocha gotować. Rozłożyła na dwa talerze nie równe porcje, miała zamiar postawić je na stół jednak tam leżały jakieś dokumenty. Niechcący straciła je z nowoczesnego mebla, a gdy jeden z folderów otworzył się szybko zakryła usta ręką. Właśnie poznała tajemnice której nie chciała poznać, wolała żyć w nie wiedzy, bez wyrzutów sumienia, zarwanych nocy i tego strasznego obrazu przed oczami...

Wiem znowu krótko :/ jednak takie rozdziały pisze mi się najlepiej i to właśnie w nich czuje się jak Afrodyta :) 
 Pozderki robaczki!

poniedziałek, 16 lutego 2015

Rozdział 1

On czekał. Jego dziewczyna się spóźniała. A w nim gniew dosięgnął granicy bezwzględnej. Jego napięte mięśnie, zaciśnięte w kreskę usta i wzrok strzelający piorunami wskazywał, że dziewczyna będzie mieć nie małe problemy.
Ona za to biegła ile sił w nogach, miała świadomość, że się spóźnia, że On się wścieknie, że dziś zobaczy wielką ilość krwi, że najzwyczajniej w świecie oberwie...
On i Ona... tak bardzo się nienawidzący, a połączeni tak silnym uczuciem jakim jest miłość. Ich związek to toksyna... Ona się go boi, a On pragnie jedynie jej zrozumienia...
***
Siedział w swojej firmie, oglądając na małym ekranie co robi jego dziewczyna. Bał się. On... człowiek który uzbraja 90% armii świata, najzwyczajniej w świecie bał się. Każdy człowiek ma prawo do bojaźliwości, nawet tak niebezpieczny jak On.
Energicznie pisała kolejne strony powieści. Towarzyszyło jej uczucie prześladowania. Co jakiś czas słyszała łapiącą ostrość kamerę i kroki ochroniarzy za drzwiami. Żyła w zamku, jak księżniczka. Chociaż mogła wychodzić, zawsze musiała to prędzej zapowiedzieć i wziąć ze sobą ochroniarzy.
-Proszę Pani, Pan Suffering czeka -wysoka, ładna, ruda dziewczyna wparowała do gabinetu.
-Dzięki Hanna, do zobaczenia w poniedziałek!
Energicznie wstała, zabrała skórzaną kurtkę, torebkę i czarny kapelusz. Szybkim krokiem wyszła z "małej klitki" i rzuciła się ukochanemu na szyje.
-Myślałem, że będziesz na mnie zła, a tu taka miła niespodzianka!
-Na Ciebie nie da się złościć Panie S. choć jeśli proponujesz... pomyślę nad tym
-O nie, nie, nie! Tak się nie bawimy Panno B!
-A co zabronisz mi? Nie uwierzę! Proszę Pana! Ma Pan do mnie słabość!
-No to zobaczymy! A słabość do Panienki mam i nie zamierzam się z tym kryć, ale przyznajmy... Panienka też ma do mnie słabość!
-No chciałabym, ale nie mogę zaprzeczyć!
-Choć raz się za mną zgadzasz! Co to za nowość?
-No wie Pan... jeśli Pan tak bardzo chce to ja się wyprę i wyprowadzę. Wystarczy tylko słowo!
-Jak Panna może tak myśleć?
-Daje mi Pan takie sygnały... zacny jegomościu!
-Ależ o co Panience chodzi? Ja?
-Nie udawaj osoby z ograniczoną inteligencją!
-Znowu mi coś Panna zarzuca!
-Dobra koniec, argumenty mi się skończyły! Ale nie mów do mnie Panienko... brzmi to jakbym była niewinna!
-Co PANIENKA mi mówi? Przecież jest pani bardzo, bardzo, ale to bardzo niewinną osobą!
-Skoro tak uważasz... do zobaczenia w sypialni... po ślubie! 
-No chyba sobie żartujesz skarbie! 
-No raczej nie! 
-Księżniczko ni...
-Nie mów tak na mnie!
-Będę mówić jak mi się podoba! 
-Nie buforowaty sadysto! 
-Nie wąż się tak na mnie mówić! 
-Spierdalaj! 
-Zamknij się kobieto! 
-Co mi zrobisz?! 
-Nie chcesz wiedzieć! A teraz siedź cicho i zachowuj się jak na dziewczynę miliardera przyszło! 
-Pierdol się psycholu! 
-Nie.Nazywaj.Mnie.Tak! 
-Psychol! Sadysta! Wariat! POTWÓR! 
-Pożałujesz tego! 
-Jeb się!
Wybiegła z wieżowca, błyskawicznie złapała taxi i podała adres lotniska. Tym razem nigdzie nie leci, choć może... zrobi to co zawsze- zamówi lot "gdzieś", poleci tam, pozwiedza i wróci. Oczywiście w międzyczasie poderwie kogoś, może tym razem padnie na blondyna? 
*** 
-Proszę Pana! Znaleźliśmy ją!!! Jest w Tokio! 
-W końcu!! Trzy lata! Powiadomcie pilotów,  że za 60min. wylatujemy. 
-Tak jest, szefie! 
-Zostawcie mnie teraz samego! No co takiego stoicie? 
Napakowani, przystojni i inteligentni faceci szybko opuścili pomieszczenie, a w nim słychać było tylko szept
szept... prawie niemy szept... "Już pędzę kochanie... już pędzę..." 
***
-O kurna... idź do domu, w tej torbie pod łóżkiem są pieniądze. Weź je i spieprzaj! Już! Tylko pamiętaj o mnie... tylko pamiętaj... 
-O co Ci chodzi?! 
-Rób to co Ci karzę! 
-Nie! 
-Błagam zrób to! Tylko pamiętaj... pamiętaj o mnie!
W tym momencie wysocy mężczyźni złapali za ręce kobietę i szybko wprowadzili ją z tłumu. Nie siląc się na delikatność złapali ją "pod pachę", zaprowadzili do czarnego, błyszczącego Bugatti, wepchneli ją do środka, a sami ustawili się dookoła samochodu. 
-Witaj księżniczko 
-Nie.nazywaj.mnie.tak! 
-Jeśli dobrze pamiętam to ostatnio ja tak powiedziałem... a teraz stul pysk! Ukaram Cię w domu za te pieprzone trzy lata! Trzy lata! Ty wiesz co to dla mnie było?! Piekło... istne piekło...
-Dla mnie to też nie było łatwe!
-Taa?! Pocieszyłaś się jakimś blondynem! Nawet o mniej nie myślałaś! A ja?! Ja?! Szukałem Cię!!! Prawie w ogóle nie spałem! Jedyne co dawało mi przyjemność to walona siłownia! Wiesz ile czasu tam spędziłem?! 
-N...
-To było pytanie retoryczne kobieto!!!
Szybko wyszedł z samochodu i z impetem zamknął drzwi. 
***
Kopnał, uderzał, bił. Ona zwijała się z bólu. Krew spływała na podłogę. Nie krzyczała, nie płakała, nie czuła nic. No może oprócz tej miłości, którą go darzy. Kochała go gdy jedli kolacje, kochała go gdy do niej mówił, gdy krzyczał, gdy ją bił. Zawsze była gotowa wypowiedzieć te słowa, a on? Co o nim można powiedzieć? Że zapomniał i tyle w temacie. 


Wiem że krótko, ale usuwało mi się dwa razy :/ jednak może jest warte koma czy czegoś :) Jeśli jeszcze nie widzieliście zwiastunu to gorąco zapraszam :) link macie w zakładkach :) 

piątek, 6 lutego 2015

Prolog

Brunetka leżała na zakrwionej posadzce. Jej błękitne oczy było puste, skóra poobijana, a wargi poprzygryzane. Patrzyła w sufit. Mogła to robić godzinami, dniami, a nawet latami, ale teraz nie miała tyle czasu. Wiedziała, że On wróci za kilkanaście minut, a musi jeszcze tyle posprzątać. Zmyć krew, pozbierać rozbite szkło i najważniejsze ogarnąć siebie. Wstała na łamiących się nogach, szybko złapała za mop, miotłe i wiwiaderko. Wlała do niego jakieś specyfiki i gorącą wodę. Energicznie zmiotła szkło i zmyła krew. Po kilkudziesięciu sekundach była w garderobie, znalazła pasujące do siebie ciuchy i bieliznę. Udała się do łazienki, prędko ściągnęła z sobie podarty top, majteczki oraz biustonosz. Pośpiesznie weszła do kabiny prysznicowej, puściła gorąca wodę i zmyła czerwoną ciecz. Wychodząc złapała za kosmetyczke. Zrobiła szybki, świetnie maskujący makijaż. Ubrała ciuchy i patrząc w lustro przeklinała jego. 
-Gdzie jesteś? - głos jej miłości, a zarazem koszmaru dotarł do jej uszu. 
-Łazienka! 
Teraz czuła już tylko piękne wargi na swoich ustach. Objęła nogami pas kochanka, a ten szybko pokonał odległość od łóżka. Rzucił ją na nie, ściągnął spodnie i bokserki. Po chwili również jago koszulka wylądowała na ziemi. Niebieskooka pozbyła się swoich ubrań. Kilka sekund późnej połączyli się w namiętnym pocałunku. Zaczęła się zabawa. On całował wewnętrzną stronę jej ud, doprowadzając ją do szaleństwa, a Ona bawiła się jego włosami. Nagle wyszedł zostawiając ją prawie u szczytów. Wydała z siebie stłumiony jęk i zaciskając oczy próbowała wrócić do normalności. 


 Hej mam nadzieję że się komuś podoba :) Jeśli tu jesteś zostaw komentarz!